Trening cierpliwości

Chyba każdy z nas ma takie chwile w życiu, kiedy liczy na szybkie efekty. Obserwując swojego syna, starającego się stworzyć swoje arcydzieło – rysunek, czy budowla z klocków Lego – widzę, że po zakończeniu pracy od razu (gdzieś w głębi duszy) oczekuje pochwały i uznania. Potrzeba akceptacji jest tak silna, że wystarczy moment nieuwagi, aby uznał (często bezpodstawnie), że to co stworzył jest do niczego i on sam również. Bardzo szybko personalizuje efekt. Bierze go do siebie. Myślę, że my dorośli mamy dokładnie tak samo. To, w jaki sposób radziliśmy sobie z emocjami jako dzieci (a właściwie nie radziliśmy), przenosimy potem do naszego życia dorosłego. No bo przecież, czy ktoś z nas miał zajęcia w szkole pt.: inteligencja emocjonalna?

Myślę, że przechodzę teraz przez podobny etap. Tworzymy razem z Piotrem coś, co w naszych oczach jest super i w ogóle to tłumy powinniśmy za sobą porwać. Rzeczywistość… jest jednak inna. Oglądalność i uwaga naszych odbiorców rośnie, ale… powolutku. Niekoniecznie dlatego, że robimy coś źle. Po prostu, to wszytko musi potrwać.

Nie wiem, czy masz dziecko, ale jeśli tak to zastanów się – jak często zdarzyło się Tobie, że dziecko zaczęło płakać – bo akurat byłeś zajęty (lub byłaś zajęta) rozmową z kimś innym i nie zwróciłeś / zwróciłaś uwagi na wspaniałe gryzmoły na kartce? Mało tego, często, poirytowani mówimy do dziecka podniesionym głosem- „poczekaj aż skończę rozmawiać” – w takiej sytuacji (moim zdaniem) dziecko podświadomie koduje, że jest mniej ważne. To, co dla nas wydaje się być drobiazgiem, dla dziecka jest końcem świata. Oczywiście nie chodzi mi tu o to, żeby dać dziecku wejść sobie na głowę – w ogóle nie zamierzam oceniach takich sytuacji. One się po prostu zdarzają każdemu. I tyle. Powód, dla którego to opisałem, to tylko po to, aby zobrazować określone zależności.

Chociaż tego nie dostrzegamy, w dorosłym życiu zachowujemy się bardzo podobnie. Tyle, że zamiast płakać i krzyczeć, dusimy wszystko w sobie lub wymyślamy zachcianki, które mają poprawić nam humor. Miałem zły dzień – kupię sobie coś fajnego. Oczywiście jest to wątek na zupełnie inny tekst.

Wracając do tematu. Zważywszy na wszystko, co wcześniej napisałem, pochłaniają mnie właśnie takie emocje. Z jednej strony jestem wszystkiego świadomy, że trzeba czasu, że na efekty trzeba sobie zapracować. Wydaje się, że wiem, że to kwestia zbudowania zasięgów, dobrej reklamy itd. Z drugiej strony… głos w głowie powtarza, że może nie powinienem się tak nakręcać. Może nic z tego nie będzie? Może to kolejny pomysł, który nie zostanie zrealizowany? Ta batalia, który toczy się w mojej głowie przypomniała mi pewne stwierdzenie, które czytałem lata temu.

Łatwo jest trenować cierpliwość, kiedy wszystko się świetnie układa i nikt Ci nie przeszkadza. Trudniej o cierpliwość, kiedy zostaniesz wystawiony na chaos i sytuacje próbujące wyprowadzić Cię z równowagi. Natchnęła mnie do tego tekstu ostatnia sytuacja, kiedy to z synem byłem u jego kolegi na urodzinach. Kilkanaście szalejących dzieci w jednym miejscu potrafią nie jedną osobę wyprowadzić z równowagi. Zachowanie spokoju to nie lada sztuka. Jakie to ma odniesienie do naszych działań nad rozwojem marki You Cafe?

Zrozumiałem, że życie toczy się coraz szybciej i fakt, że przyrost komentarzy, lajków i subskrypcji jest, jaki jest – to wynik naszych czasów. Jesteśmy zabiegani i każda czynność wybiegająca poza naszą rutynę wymaga od nas zaangażowania (nawet najmniejszego w postaci rekomendacji), a to budzi obawę, że zaburzy to nasz rytm dnia. Czasami najzwyczajniej nam się nie chce. Nie oznacza to od razu, że coś się nam podoba lub nie. Tak już jest i koniec.

Zrozumiałem, że skupienie czyjejś uwagi wymaga ciągłości. Najwidoczniej trzeba się przypominać i pokazywać częściej, a efekty się pojawią. Wybacz mi porównanie, ale to trochę, jak z piciem wódki. Po jednym kieliszku nie ma efektu. Dopiero po kilku zaczyna się zabawa. Myślę, że zyskanie większej uwagi wśród odbiorców wymaga odpowiedniego dawkowania informacji.

Ostatecznie, zrozumiałem, że żyjemy w świecie, które jest bombardowane sporą dawką informacji. Jestem przekonany, że większość z nas przesuwając palcem po ekranie szuka czegoś ciekawego. Czegoś dla siebie. Możliwe, że jeszcze nie dotarliśmy do wszystkich tych osób, które by się utożsamiały z naszą misją i prezentowaną treścią. Nie. Ja jestem tego pewien. Czeka nas jeszcze duuuużo pracy. I nie ma się co przejmować, że tylko garstka osób to przeczytała.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s